Cordoba – jedyny taki meczet, patia i salmorejo

Cordoba, to jedno z moich ulubionych miejsc w Andaluzji. Korzystam z każdej możliwości odwiedzenia tego pięknego miasta ale przebywanie tam na przełomie kwietnia i maja cieszy mnie podwójnie. Dlaczego? Otóż w pierwszej połowie maja odbywa się tutaj niezwykle popularny Festiwal Patii. Na czas jego trwania mieszkańcy udostępniają dziedzińce turystom i przechodniom, aby mogli oni podziwiać ich dzieła. Przepiękne kwiaty, ozdobna ceramika czy fontanny to tylko niektóre z dekoracji, które można zobaczyć podczas spaceru.

Festiwal trwa tylko parę tygodni, natomiast turyści są tutaj przez cały rok. Dzieje się tak za sprawą jednego z najwspanialszych zabytków jakie istnieją w Hiszpanii. Meczet – Katedra bo o nim mowa, to budowla, która nieprzerwanie, od wielu stuleci zachwyca odwiedzających. Sama nazwa jest już zastanawiająca. Meczet i Katedra. W jednym budynku. Jak to jest w ogóle możliwe? Już tłumaczę.

Muzułmanie, którzy rządzili Płw. Iberyjskim w średniowieczu, właśnie w Cordobie w VIII wieku postanowili zbudować swoją świątynię. Pracę rozpoczęli w miejscu, w którym znajdowała się Bazylika św. Wincentego należąca do Wizygotów (do dzisiaj można podziwiać fragment jej mozaiki). Każdy kolejny władca Cordoby dodawał do budowanej świątyni nowe elementy, każdy chciał mieć tutaj swój udział. W wyniku takich działań budowla stale powiększała swój rozmiar. I tak pod koniec X wieku, kiedy pracę na budową ustały (rozpad kalifatu, problemy z centralizacją władzy, walka między bogatymi rodzinami), powierzchnia meczetu wynosiła 23 400 m2. W 1237 roku władzę w mieście przejął król Ferdynand III Święty i w zaledwie dwa lata przeobraził Meczet w Katedrę. Na początku Katolicy prowadzili nabożeństwa w miejscu, w którym do tej pory modlili się Muzułmanie, jednak w planach mieli wyburzenie elementów mauretańskich, a w ich miejscu wybudowanie monumentalnej Katedry. Pewnie plan ten by się powiódł a ja pisałabym o kolejnej świątyni katolickiej powstałej na gruzach zniszczonego meczetu. Jednak w Cordobie pojawił się król Karol V, który zmienił bieg tej historii. Jak? Otóż powiedział on ludziom, którzy burzyli świątynie muzułmańską słowa, które zapisały się w historii: „Zburzyliście coś, czego już nigdy nikomu nie uda się stworzyć i budujecie coś, co można zobaczyć w każdym zakątku Europy”. Słowa te i idąca za nimi reakcja uratowały świątynie. Katolicy zdołali zburzyć TYLKO trochę ponad 100 kolumn i na samym środku Meczetu postawili swoją Katedrę.

Wiem, że to wszystko może brzmieć trochę dziwnie i wydawać się być skomplikowane, ale zaufajcie mi, wystarczy tutaj przyjechać, wejść do środka i zobaczyć historię Cordoby zapisaną na ścianach tej pięknej świątyni. Dzisiaj Meczet pełni tylko i wyłącznie funkcję muzeum, natomiast w Katedrze codziennie odprawiane są msze święte. Dodatkowa ciekawostka z polskim akcentem, to kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej znajdująca się przy wyjściu.

Kiedy wyjdziemy ze świątyni, czeka nas spacer po przepięknej starówce. Wąskie uliczki, białe domki, ozdobne patia z barami i restauracjami oraz sklepy i pracownie, gdzie możemy podziwiać pracę lokalnych artystów. Wszystko to wygląda tak, jakby czas zatrzymał się tutaj na początku X (złotego) wieku. Po drodze mijamy meczet, który pełni funkcję czynnej świątyni muzułmanów oraz synagogę, która jest już tylko muzeum. Pokazuje jednak, jak trzy kultury i religie mogły żyć ze sobą w zgodzie przez wiele wieków.

Na zakończenie naszej wizyty musimy zatrzymać się na miseczkę salmorejo. Jest to chłodnik z pomidorów i oliwy z dodatkiem chleba i czosnku, posypany pokrojonym jajkiem i szynką jamon serrano. Jego najlepsza wersja pochodzi właśnie stąd, z Cordoby. Przed dalszą podróżą zatrzymamy się jeszcze na starym rzymskim moście , zrobimy ostatnie zdjęcie temu wspaniałemu miejscu i będziemy czekać na następną wizytę.

Kamila

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *